Sześciolatek w pierwszej klasie – czy to za wcześnie?

Obniżenie wieku szkolnego oraz obowiązkowa obecność sześciolatków w pierwszej klasie budzi bardzo wiele kontrowersji wśród rodziców oraz specjalistów.

Konieczność posłania wszystkich dzieci do szkoły o rok wcześniej niż dotychczas to efekt reformy polskiego systemu szkolnictwa wprowadzanej stopniowo przez Ministerstwo Edukacji Narodowej od 2009 roku. Mimo że projekt zmian został gruntownie przeanalizowany i zaopiniowany przez specjalistów, obecność sześciolatków w pierwszej klasie budzi bardzo wiele kontrowersji, zarówno wśród rodziców, jak i osób na co dzień pracujących z dziećmi.

Sześciolatki na ratunek polskiej gospodarce
Zdaniem pomysłodawców projektu objęcie wszystkich sześciolatków obowiązkiem szkolnym pozytywnie wpłynie na rozwój i wykształcenie dzieci, cały system edukacji, rynek pracy oraz polską gospodarkę. Dzięki obecności sześciolatków w pierwszej klasie nie będzie konieczne dokonanie redukcji etatów w szkołach, absolwenci szkół średnich i wyższych wejdą na rynek pracy rok wcześniej, na czym w dłuższej perspektywie zyska polski system emerytalny. Objęcie sześciolatków powszechnym obowiązkiem szkolnym to również szansa na wyrównanie szans edukacyjnych dla dzieci pochodzących z różnych środowisk i klas społecznych. Zwolennicy wprowadzenia tego systemu podkreślają, że jest on doskonale dopasowany do specyfiki rozwoju dzieci, bierze pod uwagę ich potencjał intelektualny i gotowość do poznawania nowych rzeczy, a także daje możliwość wcześniejszego rozpoznania i eliminacji wszelkich dysfunkcji rozwojowych i intelektualnych u uczniów. System zakładający obecność sześciolatków w pierwszej klasie sprawdza się w większości państw Unii Europejskiej, twórcy i zwolennicy projektu wierzą, że mimo początkowych trudności i obaw, z powodzeniem przyjmie się również w Polsce.

Skradzione dzieciństwo
Odmiennego zdania są jednak przeciwnicy reformy, a wśród nich liczna grupa pedagogów i psychologów dziecięcych. Ich zdaniem konieczność rozpoczęcia nauki rok wcześniej niż do tej pory oznacza, że sześciolatki zostaną pozbawione części swojego dzieciństwa. Czas, który powinny poświecić na zabawę, naturalną dla nich formę aktywności, spędzą w szkolnych ławach, zmuszone do przyswajania wiedzy i osiągnięcia wyników narzuconych im przez zapisy "Nowej Podstawy Programowej". Niezdolność do dłuższej koncentracji, mniejsza sprawność motoryczna i intelektualna oraz większe problemy z przyswajaniem nowego materiału, a więc cechy typowe dla dzieci w tym wieku, będą miały ogromny negatywny wpływ na powstawanie zaległości edukacyjnych, a w rezultacie spowodują zwiększenie się liczby szkolnych niepowodzeń. Zdaniem przeciwników obecności sześciolatków w pierwszej klasie, skutki reformy będą odwrotne od zamierzonych: w ciągu dwunastu lat nauki uczniowie zdobędą mniejszą wiedzę niż do tej pory, ich edukacja rozpocznie się bowiem w momencie, gdy ich zdolności poznawcze będą znacznie słabiej rozwinięte. Zaniepokojeni rodzice sześciolatków podkreślają również, że szkoły nie są gotowe pod względem technicznym do przyjęcia sześciolatków w pierwszej klasie, a nauczyciele nie są do tego przygotowani merytorycznie. Wszystkie te czynniki mogą negatywnie odbić się na psychice dzieci, a w przyszłości także na ich wykształceniu.